niedziela, 12 kwietnia 2015

Na ile stać Toronto Raptors?

 

#poprzedni sezon

W 2012/13 jak na słabeuszy ligi zaskoczyli. Bilans pod tytułem 34-48 był lepszy niż wróżono. Mimo to w ostatnie rozgrywki wchodzili z nosem spuszczonym na kwintę. Nie było podstaw by przypuszczać, że wynik ulegnie dalszej poprawie zwłaszcza, że trzon zespołu tworzyć mieli:
* Rudy Gay (nie przyznano mu prawa jazdy po obowiązkowym badaniu wzroku)
* DeMar DeRozan (metka: “nieopierzony młodzian”, “jeździec bez głowy”)
* Kyle Lowry (kruchy niczym porcelana)
* Andrea “Air” Bargnani (którego największym sukcesem do dziś pozostaje wybór z #1 draftu 2006)
Zespół nie dysponował prawem draftu, gdyż pierwszo-rundowy wybór został oddany do Houston w wymianie za Lowry’ego. Do tego doszły zmiany w szeregach kierownictwa klubu…
No właśnie, przysłowiowe światełko w tunelu pojawiło się, gdy stanowisko generalnego menedżera objął Masai Ujiri. Facet do Kanady przyjeżdżał z nagrodą dla menedżera roku, zasłynął m.in. wybraniem Kennetha Farieda z 22. numerem draftu czy sprowadzeniem do zespołu Andre Iguodala. Jego pierwszą decyzją u nowego pracodawcy było pozbycie się tłustego kontraktu Bargnaniego. Włocha udało się opchnąć w wymianie, z której każdy miał być szczęśliwy. W zamian z Nowego Jorku przyleciał jedynie strzelec Steve Novak. Reszta, czyli Quentin Richardson miał niegwarantowaną umową od której szybko odstąpiono, a Marcus Camby, niczym obrażone dziecko stwierdził że nie ma zamiaru grać dla Dinozaurów, więc wykupił swoją umowę.
Czystka dosięgła również Rudy’ego Gaya: jego potężną umowę wzięli na klatę Królowie z Sacramento, oddając kilku wartościowych zmienników. W ten sposób szeregi Raptors zasilili: Greivis Vasquez, Patrick Patterson, John Salmons oraz Chuck Hayes. Nawet najwięksi optymiści nie przewidzieli tak gwałtownych przemian w strukturze drużyny, które przyniosły natychmiastowe rezultaty. Po odejściu Rudy’ego Dinozaury zaczęli seryjnie wygrywać mecze, wykręcając bilans 42-22. Całe rozgrywki zakończyli z mianem mistrza Atlantic Division, trzeciej drużyny na wschodzie i “czarnego konia” nadchodzących playoffs.
Dla młodych kotów z Toronto, rozgrywki posezonowe okazały się zbyt wymagające. Po ciężkich bojach ulegli weteranom z Brooklyn Nets 3-4. Niesmak pozostawia fakt, że drużynie z Nowego Jorku wydatnie pomogli sędziowie. Pozostaje powiedzieć: pierwsze koty za płoty.




#off-season

26 czerwca 2014: tego dnia do Toronto w ramach draftu miał dołączyć zawodnik, na którym organizacja oprze swoje przyszłe dokonania. Z osiemnastym numerem do Phoenix powędrował Tyler Ennis, na którego zęby ostrzył sobie Ujiri. Ostatecznie pochodzącemu z Nigerii kierownikowi nie pozostało nic innego jak z #20 wziąć gracza, którego pragnął zgarnąć w swoim 2-rundowych planie. W ten sposób Dinozaurem został nikomu nieznany Bruno Caboclo.
Jeśli wikipedia nie ma zielonego pojęcia o Tobie to skąd Ty się chłopie wziąłeś?! Brazylijczyk nie zaliczył ani jednego pre-draft workout, a zostaje wybrany w pierwszej rundzie?! Był całkowicie anonimowy nawet dla ekspertów komentujących na żywo draft. Okazuje się że umiejętności posiada surowe jak tatar, lecz dysponuje nieprawdopodobnym zasięgiem rąk oraz ponoć wielkim potencjałem. Taki kanadyjski Giannis Antetokounmpo. Plastelina z której możesz sobie zrobić wartościowego gracza, DIY. Czas pokaże co z tego nieopierzonego młodziaka będzie.
Niewiele potem przedłużenie swoich umów podpisali: Kyle Lowry, Greivis Vasquez, Patrick Patterson, a dwuletni kontrakt otrzymał James Johnson. Zaś w wymianie za wygasający deal Johna Salmonsa, do klubu przybyli „Sweet Lou” Williams oraz Lucas Nogueira. Tak oto uzupełniony został tegoroczny skład ekipy.

#roster

PG: Kyle Lowry / Greivis Vasquez / (Will Cherry)
SG: DeMar DeRozan / Lou Williams
SF: Terrence Ross / James Johnson / Landry Fields / Bruno Caboclo
PF: Amir Johnson / Patrick Patterson / Tyler Hansbrough
C: Jonas Valanciunas / Chuck Hayes / Lucas Nogueira / (Greg Stiemsma)
Na pierwszy rzut oka brak rażących słabości, a zarazem nie widać zawodnika, który wyraźnie robiłby różnicę, a to podstawa sukcesu w NBA. Dlatego spróbuję rozbić skład na elementy pierwsze:

tor

#point guard
Lowry w przeciągu jednego sezonu wskoczył na poziom all-star, jednak nie wiadomo ile w tych staraniach było walki o nowy kontrakt, a ile profesjonalizmu zostanie gdy pieniążki są już zagwarantowane. Poza tym, Kyle nie słynie z końskiego zdrowia, przez co w przeszłości miał sezony, w których pauzował po 50 spotkań. Jeśli pokaże formę z zeszłego sezonu – sądzę, że Raptors będą mieli jedną z najlepiej obsadzonych “jedynek” w lidze.
Vasquez to gracz bardzo solidny ofensywnie, świetny w akcjach dwójkowych, sporo widzi, lecz często zaniedbuje obowiązki w obronie. Na jego szczęście, odnajduję się na również na pozycji rzucającego obrońcy. Will Cherry jest na kontrakcie niegwarantowanym, a jego szanse na angaż są niewielkie.

#shooting guard
DeMar DeRozan: niekwestionowana gwiazda zespołu, która jednak nadal musi udowodnić swą wartość. Poprzedni sezon zakończył ze średnią 22.7 punktów lecz często nie potrafił udźwignąć odpowiedzialności w najważniejszych momentach spotkania. Życzyłbym sobie by w nadchodzącym sezonie najważniejsze piłki trafiały do graczy nieco silniejszych psychicznie, czyli Lowry’ego bądź Lou Williamsa. DD to do niedawna zawodnik typu sprężyna: wysokie loty, efektowne wsady, całe szczęście że coraz lepiej odnajduję się w koźle i na półdystansie.
Sweet Lou: zawodnik niezwykle utalentowany w grze 1-na-1, który większość sezonu może skończyć albo u fizjoterapeutów na stole albo jako kandydat do nagrody najlepszego rezerwowego, o którą otarł się w 2012 roku jako gracz 76ers. Pytanie na ile poważnie potraktuje występy w odległej i zimnej Kanadzie?

#small forward
T-Ross, któremu wróżę przełomowy sezon. Wiele zyskał po odejściu Gaya, wskoczył do pierwszej piątki i zadomowił się w niej na dobre. Posiada wszystkie aspekty dobrego gracza obwodowego: precyzyjny rzut za 3, atletyzm, umiejętność wejścia pod kosz i zakończenie akcji efektownym wsadem bądź akcją and-one. Do annałów przeszło jego 51-punktowe spotkanie z Clippers i efektowny wsad nad długowłosym Fariedem. Bardzo zawiódł w playoffach notując po 5 punktów na mecz. Jest młody, ma jeszcze czas.






Pomni doświadczeń po serii z Nets, zarządzający z Toronto doszli do wniosku, że koniecznością jest sprowadzenie zawodnika, który poradzi sobie w obronie z osiłkami pokroju Joe Johnsona. Odpowiedzią ma być James Johnson. Niepokorny, potężnie zbudowany koszykarz, który powraca do Kanady po dwuletniej przerwie. Landry Fields to jedno wielkie nieporozumienie, bierze grube miliony za grzanie ławy i występy w amerykańskim, muzycznym show. Zarzućmy na jego temat zasłonę milczenia, szkoda sobie strzępić język.
O Bruno już pisałem. „Brazylijski Kevin Durant” jest wielkim znakiem zapytania, może być wartościowym zmiennikiem, lecz większe prawdopodobieństwo jest takie, że będzie dostawał ogony w dawno rozstrzygniętych już meczach. Co więcej? O gwarantowany kontrakt walczy Jordan Hamilton, który w przedsezonowych grach pokazał się z bardzo dobrej strony.

#power forward
Raptors silnymi-skrzydłowymi stoją. Jest Amir Johnson: zawodnik, który w szeregach Dinozaurów najlepiej łączy obowiązki defensywne z ofensywnymi. Jest solidną opcją w ataku nie zaniedbując przy tym obrony. Powoli wyrasta do miana twarzy Toronto Raptors, będzie to jego szósty sezon w koszulce Dinozaurów.
Jest Patrick Patterson, rozciągający grę skrzydłowy, trochę miękki w walce na tablicach, ale nieoceniony gdy w drużynie przeciwnej jest dwóch podkoszowych i jednego trzeba wyciągnąć na obwód. Nie zdziwię się jeśli popularny Patman, będzie wychodził w pierwszej piątce na zmianę z Amirem.
Jest Tyler Hansbrough lub jak kto woli “Psycho T”. Bestia, walczak, nieoceniony w przepychankach pod obręczą. Gotowy dać sobie urwać rękę, niż pozwolić przeciwnikowi zebrać jego piłkę. Co ciekawe, w trakcie przerwy letniej katował trójki i w meczach sparingowych popisał się kilkoma takimi rzutami.

#center
Najsłabiej obsadzona pozycja w szeregach Raptors. Środek reprezentuje młody Jonas Valanciunas, a po nim nie ma nic. Na szczęście Litwin z roku na rok prezentuje się coraz pewniej. Zarówno jeśli chodzi o warsztat pracy jak i czysto fizycznie. Często zachodzę w głowę jak kryjący go zawodnicy nabierają się na jego markowanie rzutu, ważne że zwód pozostaje skuteczny. Moim zdaniem Valanciunasa stać na to, by w nadchodzącym sezonie wykręcać statystyki na poziomie 16  punktów/ 11 zbiórek.
Jego zmiennikiem będzie najprawdopodobniej Chuck Hayes. Niespełna dwumetrowy (!!!) center, który co prawda jest w stanie utrzymać rywala z dala od pola trzech sekund, lecz ofensywnie nie istnieje. Autor najzabawniejszego sposobu wykonywania rzutów osobistych.
O Lucasie Nogueirze wiemy jedynie tyle, że ma potężny zasięg, dobrze gra blokiem i musi zacząć zdecydowanie więcej jeść i ćwiczyć jeśli ma nawiązać walkę z koszykarskimi wielkoludami. Jego bujne afro nie pozwoliło mu założyć klubowej czapeczki Atlanty Hawks, którzy wybrali go w zeszłym roku z #16 numerem. Greg Stiemsma stara się jak może, aby otrzymać ostatnie, piętnaste miejsce w składzie, na co ma moim zdaniem całkiem spore szanse.

#Oczekiwania

Drużyna zmierza w dobrym kierunku. Sezon przygotowań zakończyli z bilansem 7-1. Skład wydaje się być dobrany solidnie, osobowości pasują, chemia w szatni na wysokim poziomie, co oznacza że nadchodzą lepsze czasy dla kanadyjskiej koszykówki. Jako jedna z nielicznych drużyn w NBA z powodzeniem są w stanie skompletować dwie, prawie równorzędne piątki. Zatem powtórzenie osiągnięć z poprzedniego sezonu wydaję się być planem minimum, lecz pewnie niejednokrotnie poczują na plecach oddechy: Wizards, Heat i Hornets. W mojej opinii, przy odrobienie szczęścia są w stanie powalczyć o drugie miejsce na pudle w konferencji wschodniej.

[Bartek Gruntkowski]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz